Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/do-szosty.beskidy.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
l, by strach cię

Teraz, ochrypła od krzyku, kuliła się w kącie swej celi, obserwowała, jak gaśnie blask

l, by strach cię

– O Boże. – Wbiła wzrok w czubki sandałków i się zamyśliła. – Jak już powiedziałam,
Poprawił się. Nie myśl, że to sobowtór.
Kto jej to zrobił?
Z wściekłością uderzył pięścią w kierownicę.
nowszych. Nie dalej jak wczoraj doszło do tragicznie zakończonej awantury domowej –
go dalej. Bentz słuchał uważnie.
przypuszczeniami. Wystarczyło poczekać na odpowiedni moment, który nastąpił dzisiaj w
A jeśli coś jej się stało? Nie, niemożliwe. Adam mówił przecież, że się z nią kontaktował. Wystarczy poprosić o telefon do Rebeki, i tyle, a potem... potem... no cóż, chyba musi pójść na policję. Na policję? Oszalałaś? Na litość boską, Caitie-Did, zamkną cię! Nie rób głupstw! Poczekaj. Poczekaj jeszcze jeden dzień. Na Boga, uspokój się. Ale w żaden sposób nie mogła uspokoić walącego serca. Wcierała szampon we włosy, mydliła ciało, a jej myśli cały czas gnały jak szalone. Wychodząc spod prysznica i sięgając po ręcznik, musiała przytrzymać się ściany. Nogi miała jak z waty. Zadzwonił telefon. Nie powinna odbierać; to pewnie znów dziennikarze. A jeśli to Kelly? Albo Adam? Wytarła włosy. Telefon znów zadzwonił. Owinęła się ręcznikiem i ociekając wodą, zmusiła nogi do biegu przez sypialnię. - Słucham? - powiedziała z bijącym sercem, z trudem łapiąc oddech i podtrzymując opadający ręcznik. - Mamusiu? - usłyszała dziecięcy głos. Był cichy. Przytłumiony... jakby dochodził z bardzo daleka. Caitlyn omal nie zemdlała. - Jamie? - wyszeptała. Powoli opadła na materac, próbując zebrać myśli. - Mamusiu? Gdzie jesteś? - Tak cicho. Tak niewyraźnie. - Jamie! - Nie, to niemożliwe. Jamie nie żyje. Nie żyje! Odeszła, gdy miała zaledwie trzy lata. Caitlyn zaczęła się trząść. - Kto mówi? - wydusiła z siebie. - Dlaczego mi to robisz, ty sukinsynu? - Mamusiu? - znów odezwał się delikatny głosik. Jeszcze cichszy. Jakby zmieszany. Poczuła ból w sercu. Dłoń zacisnęła w pięść, palce wpiły się w kołdrę. - Jamie! - To niemożliwe. Niemożliwe. A może. Gdyby tylko... - Kochanie? - wyszeptała. W głowie jej wirowało, straciła poczucie miejsca i czasu. - Jamie... jesteś tam? Cisza... tylko jakiś szum... Telewizora? O Boże! Caitlyn czuła, że coś w niej pęka. W gardle nagle jej zaschło, przełknęła ślinę i szczękając zębami, powiedziała: - Kochanie? Mamusia jest tutaj. Mamusia jest tutaj... Trzask! Połączenie zostało przerwane. - Nie! - krzyknęła rozpaczliwie. - Nie odkładaj słuchawki! Jamie! Córeczko! - Była przerażona, ale przecież wiedziała, że głos w słuchawce nie mógł być głosem jej ukochanego dziecka. Córeczka nie żyje. Tak jak inni. Do oczu napłynęły jej łzy. Sypialnia rozpływała jej się przed oczami. Ten telefon to potworny, okrutny żart. Zrobił go ktoś, kto chciał doprowadzić ją do ostateczności. Po omacku próbowała odłożyć słuchawkę, błądząc ręką po szafce. Śpij dziecinko i śnij dziecinko, bo szczęście tak krótko trwa. Złuda mija razem z nocą,
Pakowała książki do wiekowego volkswagena, a Bentz opowiadał. Słońce zachodziło za
Dzwoniła Riva Martinez. Donovan Caldwell wydzwaniał na posterunek, domagał się
– Doprawdy? Teraz? Kiedy od jej śmierci minęło... Ile to lat? Dziesięć? Dwanaście?
telefon. – Dzwonię do mariny, niech sprawdzą, czy łódź jest w porcie.
miejscem przyjaznym dla dzieci i zwierząt.
Wybrał jej numer ponownie i znowu trafił na pocztę losową. Do cholery, O1ivio, gdzie

wątpliwości. Ale ledwie księżyc przebił się przez lekkie chmurki, kiedy na wodzie

będę musiał pani coś niecoś objaśnić...
– Nie, ojcze, gdzie tam! Ja tatusia mam z kupców. Lituje się, przysyła.
– Więc on to zrobił? Danny naprawdę to zrobił? – Luke kiwał się lekko to w tył, to w
– Ładna, inteligentna i do tego dobra matka. Tęsknisz za nią?
Panna obejrzała się na policmajstra, co pozwoliło mu przez chwilę rozkoszować się jej
po to, by przypomnieć sobie o chrześcijańskim miłosierdziu. Nie pomogło. –
Dosyć, wystarczy. Lagrange miał po uszy obcowania z idiotami. Niedelikatnie pokręcił
wszystkie Twoje pieniądze i że często złościłam Cię swoim uporem.
jestem ci obojętny, inaczej nie przychodziłabyś do mojego pokoju co wieczór, szukając
odwróciła się, szukając wzrokiem kogoś na pokładzie.
– Nie wiem. Nic nam nie wiadomo o korespondencji między nimi. Poza tym nie mogę
przesyła wyrazy współczucia. Trzy rodziny pogrążone w rozpaczy. Prezydent domaga się
Podniósł palce do ust i polizał.
jak wtedy na molo, wykrzywił grymas, tyle że jeszcze bardziej nieprzyjazny: nozdrza
słyszała już wcześniej, doszedł jeszcze jeden – lekki, stukoczący.

©2019 do-szosty.beskidy.pl - Split Template by One Page Love